Notka ta ma na celu spisanie wrażeń z kempingu motocyklowego „Biker Camp” w Budapeszcie, o którym już pisałam – t

A oto adres:

http://www.bikercamp.hu/

Reklamuje się jako najbardziej egzotyczny kemping w Budapeszcie. I, jeśli pozostałe kempingi są takie jak bywają „standardowe” kempingi, jest to prawda. Bo Biker Camp zdecydowanie standardowy nie jest.

Od śmierci Zsolta kemping/pensjonat prowadzą żona z córką, i otwarci są nie tylko na turystów motocyklowych ale też i na rowerzystów i po prostu turystów, poszukujących cichego zakątka w samym centrum Budapesztu, z dobrym dojazdem komunikacją do wszystkich atrakcji. A dojazd naprawdę fajny, i kto nie chce jeździć motocyklem po Budapeszcie, ma kilka minut do metra które jest bardzo rozbudowane i dociera w większość miejsc.

W zasadzie wszystko co jest napisane na głównej stronie to prawda. Jest miła atmosfera, przypilnowane motocykle, można też wjechać autem choć z racji na ograniczoną powierzchnię samego kempingu właścicielki mogą poprosić żebyś auto postawił/a na ulicy przed domem. Sama okolica spokojna – wokół same domy z ogródkami, podobne jak dom właścicieli. A nie – w niedalekiej bliskości jest jakaś tancbuda „Csardas” bodajże, może być głośno jak są organizowane imprezy, ale to naprawdę nie przeszkadza.

Są pokoje do wynajęcia i miejsce do rozbicia namiotu. Wspólna lodówka i zero ograniczeń co do zwierzaków (poza dobrym wychowaniem tzn pilnujemy psów i oczywiście po nich sprzątamy – prawda że tak?). Stolik do przygotowania posiłków, co daje możliwość nawiązania kontaktów z współtowarzyszami na kempingu. Osoby wynajmujące pokoje mogą zamówić śniadanie, ale ci z namiotów bodajże też.

Jak żył Zsolt to była zawsze księga gości i zdjęcia wklejone turystów wraz z Zsoltem. My też takie mamy, ale nie wiem czy dalej jest księga wystawiana…. Zsolt już odszedł.

http://shadowgirl.pl/zsolt-i-jego-biker-camp-budapest/